Koniec... Dzisiejszy wpis dla jednych będzie bardzo pesymistyczny dla innych takim, który może dużo uświadomić i namieszać w dotychczasowych postępowaniach. Około tydzień temu strasznie źle się czułem, nie wiedziałem co mi dolega, nie potrafiłem się skoncentrować, miałem wrażenie, że coś wyrywa mnie od środka. Postanowiłem dmuchać na zimne i udałem się do lekarza rodzinnego. Tam standardowo został przeprowadzony “wywiad” i podstawowe badania gdy już miałem wychodzić Pani zadała mi pytanie kto ze mną pojedzie, nie wiedziałem o co chodzi więc zapytałem “ale gdzie pojedzie?”. Lekarka stonowanym głosem odpowiedziała “do szpitala”. Przyznam szczerze, byłem zszokowany miałem nadzieje, że to coś błahego. Wysłała mnie tam twierdząc, że lepiej nie przegapić czegoś niż później żałować z czym się w pełni zgadzałem. Dotarłem do szpitala. Nie wiem czy też tak macie ale gdy przekraczam mury szpitalne czuję się jak w innym świecie, pozbawionym optymizmu i szansy na lepsze jutro. Najgorsze było oczekiwanie przed oddziałem i to nurtujące pytanie “a co jeśli”. Nie miałem pojęcia co mi dolega, nigdy wcześniej nie odczuwałem takich objawów. Znalazło się dla mnie miejsce, co prawda z 4 letnim chłopczykiem, którego najbardziej polubiłem o trzeciej w nocy gdy chyba sprawdzał czujność pielęgniarek “wyśpiewując ballady”. Lekarze nie wiedzieli co mi jest podejrzewali problemy z sercem. Drugiego dnia założyli mi ekg- urządzenie badające prace serca przez 24h od niego zależało wszystko. Wiecie co okazało się dla mnie największą lekcją? Przez dobę nie mogłem używać telefonu ponieważ mógł on zakłócać prace urządzenia monitorującą mój organizm. Nigdy bym nie pomyślał, że można być uzależnionym od telefonu nie wiedząc nawet o tym. Chociaż nie, nie było to spowodowane brakiem możliwości pogrania w gry tylko niewiedzą. Nie miałem bladego pojęcia co się dzieję na zewnątrz, nie mogłem skontaktować się z rodzicami przez ten czas. Naprawdę było to straszne. Byłem tak zdesperowany, że zacząłem uczyć się języka niemieckiego. Pokazuje to jak bardzo polegamy na elektronice i technologii. Założenie, że mam problem z sercem okazało się strzałem w dziesiątkę. Było to dla mnie szczęście w nieszczęściu, przyczyną zaburzeń pracy serca okazał się stres i przemęczenie, którego u mnie w ostatnim czasie było nie miara. Z pozoru była to sprawa drobna ale nigdy wcześniej nic nie skłoniło mnie aż do takich refleksji nad życiem. Przez te kilka dni byłem totalnie spanikowany. Nurtowało mnie pytanie pojawiające się przed przyjęciem na oddział “a co jeśli to coś gorszego”? Wniosek z tego taki, że naprawdę warto cieszyć się życiem, często używane jest to sformułowanie na różnych banerach czy w sloganach ale dopóki kogoś nie dotknie podobna sytuacja nie zdaję sobie z tego sprawy jakie życie może okazać się kruche i przewrotne. Nie wiemy co będzie jutro czy pojutrze nie mamy na to wpływu, dlatego kształtujmy teraźniejszość i żyjmy tak aby nie robić krzywdy sobie i ludziom w naszym otoczeniu. Spacerując między grobami podczas dnia zadusznego także naszło mnie wiele refleksji. Idziesz i widzisz imię, nazwisko i datę śmierci. To wszystko co po nas zostanie dlatego warto tak spędzić życie abyśmy zapisali się w historii nie tylko tymi trzema napisami. Niestety śmierć zbiera żniwa często okrutne. Do tamtego świata nie weźmiemy ze sobą pieniędzy i rzeczy materialnych, owszem zdaję sobie sprawę z tego, że lepiej nam się żyje jako osoba bogata ale czy w podążaniu za karierą i chęcią wzbogacania się nie zapominamy i nie zatracamy swojego prawdziwego oblicza? Co Ci da 10 000 osób obserwujących twój profil na Instagramie czy Facebooku? Te pytania zostawiam wam, sami odpowiedzcie sobie co się dla was liczy w życiu.