#coal #draw #girl

Jimmy Eat World
🪼

pixel skylines

@theartofmadeline

bliss lane

#extradirty
tumblr dot com
Sweet Seals For You, Always
Today's Document

if i look back, i am lost
Mike Driver
taylor price
Keni

blake kathryn
No title available
Noah Kahan

oozey mess
No title available

Jar Jar Binks Fan Club
Color Me Curious
seen from Japan
seen from Bangladesh

seen from Georgia
seen from Vietnam
seen from United States

seen from Türkiye

seen from Brazil

seen from Germany
seen from United States
seen from Türkiye

seen from Belarus

seen from United States

seen from United States

seen from Russia

seen from Venezuela
seen from Bangladesh
seen from Brazil
seen from China
seen from United States

seen from Russia
@suona-pralina
#coal #draw #girl
Lenistwo Piotra P.
Miałem spotkać się z bankierem. Zostałem w domu. Miałem iść wieczorem na trening, wcześniej poszedłem spać. Miałem Szymonowi zrobić kanapki do szkoły, zrobił sobie sam. Dzisiaj znowu mam dużo planów – dużo planów, jak na człowieka w piżamie. Wymyśliłem nawet, że pojadę do Szczecina, bo w Szczecinie jest basen, na którym lubię pływać. Że zrezygnuję z pracy, że nie wrócę do żony, że Szymon wychowa się z moją siostrą, a Andrzej wreszcie mi zapłaci. W łazience czekała na mnie nieoczekiwana wiadomość. Sięgnąłem po żyletkę, po piankę do golenia, po pędzel, i właśnie tam, pod pędzlem, przyklejone tasiemką do umywalki, leżało ułożone w kwadracik małe zawiniątko. Nietypowe zagranie żony? Chce mi przypomnieć o wyniesieniu śmieci? Zapomniana stówa? Znalazła i chce mi oddać, ale nie wie jak?… Marzyłem dalej z żyletką w ręku. Nie pozostało mi nic innego, jak sprawdzić, co też ten mały świstek skrywa. Zabrałem się prędko za odklejanie tasiemki – paznokciem, od narożnika – nie było łatwo! Parę razy prztyknąłem pazurem na powstałym z taśmy schodku. Ten dźwięk spodobał mi się. Spodobał mi się do tego stopnia, że pstrykałem rytmicznie w takt piosenki, która sięgała moich uszu z odległego, kuchennego radia – o poranku mam bowiem w zwyczaju wybrać się do kuchni i włączyć sobie audycję o czyichś problemach, która przerywana jest żwawymi, radosnymi melodiami. Tego poranka grano jedną z nich, O pieszych przez jezdnię. Kolejne pstryknięcie dało wreszcie pożądany efekt. Tasiemka się odkleiła. Przeniosłem fokus z palcowania taśmy na sprawę praktyczną i naglącą – należało oderwać ją całą, aby wydobyć i przeczytać ukrytą pod nią wiadomość… Dlaczego miałem wrażenie, że będzie to wiadomość? Dobre pytanie! – sam zadałem je sobie dwukrotnie. Coś podpowiadało mi od rana, że jakaś niespodziewana siła wyrwie mnie z marazmu – ale jak to zrobi? O tym nie miałem pojęcia, chociaż przyznam, że żywiłem też nadzieję na tę stówę od żony. Dotarło do mnie przy okazji, że muszę wynieść śmieci. Kuchnia nie była aż tak daleko. Odpakowałem karteczkę. Niestety, złudzenie stówy było tylko złudzeniem, światłem na przekór odbitym od zielonych kafli. Karteczka zapisana była maczkiem, mimo, że wiadomość w zasadzie była krótka. Mrugnąłem parokrotnie, aby przyzwyczaić wzrok do liter. Czułem się nieswojo. Poczułem presję programu “Czytaj dzieciom”. Treść wiadomości mówiła jasno: Piotr, piętnaście lat temu był taki dzień. Nie wiem, czy pamiętasz. To było zaraz po tym, jak zaczął mi wyrastać spod pępka taki jakby drugi mózg. Zaczęłam wtedy myśleć za nas troje, może dlatego tyle jadłam. W każdym razie, nie pomagałeś. Andrzej odda Ci pieniądze. Szymon jedzie do Kasi. Naprawdę, jedyne czego mogę Ci pogratulować, to siostry. Byłem jak wieprz wypuszczony ze strzały! Z ubłoconego, wielgachnego łuku! Czułem zapach basenu, biletu do Szczecina. Życie zalało mnie jak uchylony kran łazienkę. Dosyć wysłuchiwania sąsiadów! Już nigdy nikomu nie nakapię z sufitu. Wziąłem torbę i jak raz puścili w radio szlagier o zielonym kamyku. – Wyjadę nieogolony – pomyślałem na głos, lecz skrycie. – Kupię paluszki! Poznam kobietę i odmienię jej życie!
Szufelka, a na niej włókna czasu
Trzęsę się na samą myśl, ale przecież co utracę? Skąd te obawy? Hmm… Za dobrze wyglądam? Może byłoby niegrzecznie, a ja taki dżentelmen… No, no… mam o sobie zdanie. Zdania! Cały tom mniemania, jakbym roztrząsał ważną sprawę – a przecież “kto nie odróżnia rzeczy istotnych od nieistotnych, nigdy nie osiąga tego, co istotne”. Trwonię czas na rozmyślania o konsekwencjach czynów nic nie znaczących, a wyrzekam się działań, które mogłyby przynieść mnie i innym wymierną korzyść. Słyszę czarny fortepian. Śmierć, nadchodzi po mnie – jestem umęczony – zmęczony skrywaniem banałów. Rzecz tak prosta, że aż śmieszna – lecz stop! – nie drwijmy sobie z cudzego dziadka. Jaka jest motywacja, cel? Tak, wielokrotnie pragnąłem – marzyłem o tym na jawie, przerażenie chwytało mnie we śnie! Skaza charakteru? Co z tego wyrośnie? Kończy mi się miejsce na próżne przemyślenia – dość sprzeniewierzania się monecie czasu! * Chwytam za łeb i reguluję: osiem. – Wystarczy – mówię. – Osiem jest w sam raz. Dziewięć urągałoby perfekcji, siedem – szczęściu. Ot ósemka. Zdecydowanie. * Czuję się wyśmienicie! Nawet zostawiłem sobie z tyłu – nie sięgałem! Jak zwykle pusty hałas o nic, irracjonalna wrzawa. Lecz kto wie, być może wyciąłem z siebie kawał tlenowego sznura? Dokumentacja umierania, grabarz we własnym ogrodzie. Przyjemność płynąca z pochówku: wyrastają, wypadają – nie piłowałem przecież zębów. Przeżyłem kiedyś koszmar, że budzę się łysy. Tak, w szkole miałem miriady koleżanek. Ochota brała mnie czasem, aby tak wziąć i którejś z nich przejechać… (Trzeci punkt katalogu skłonności). A jak lekko teraz, jak praktycznie. Wystarczy kropla szamponu. Warto było choć raz pójść ramię w ramię z chromosomem i stosownie opierdolić się na chłopaka – widzę teraz usta, szeroki mój uśmiech – niby nic, ale bez wąsów i kołtunów wygląda na bardziej doświetlony. Być może chowałem się za mistycznym zarostem jak analfabeta-eklektyk chowa się za dymem papierosa? A może byłem w studni? Zmiotka ostatnio leżała w kuchni.
mecenas ostatniego kontaktu
wydałem portfel ze skóry wyszłam za nazwisko spłonąłem czerwony wyjechałem dalej niż trzeba było odgrodził się nie ma już kwiaciarni dla mnie zapachu kina tutaj jeszcze próżna miotła zawsze tylko samochody nigdy bym drugi raz i tu parafkę
Żbożo wporzo
Nie ma bata, tak się stanie. Postawią fikuśną kawiarnię w centrum Warszawy opartą na wyewoluowanej formie picia zbożowej kawy. Żeby dorastała rangą do lokalu nowoczesno-tradycyjnego, czyli siedziby hipstera, będzie musiała spełnić dwa wymogi: mieć temat i odpowiednie do niego podejście. W świecie wege-homo-sapiens stawia się na świadomość i ona w końcu zrujnuje kawiarnie tradycyjne. Klientom przestanie smakować to, że zaczyna karczować się więcej lasów wcale nie pod hodowlę bydła, ale właśnie małej ciasnej czarnej filiżanki espresso. Że trzeba cenić produkt lokalny, jeść i pić ze swojej ziemi, a nie zanieczyszczać ocean kontenerowcami zza... oceanu, tylko po to, żeby ssać kwaśny płyn z na przykład Ekwadoru, który dodatkowo zakwasza organizm. I to nie tak, że będzie zbożówka w menu jako szara myszka pomiędzy kawami prawdziwymi, ona będzie w stu rodzajach, żeby była taka, co pasuje do czapki z daszkiem albo do odtwarzacza mp czy. Zbożówka dobrze robi na sranie, smak współczesnej cykoreczki to już nie wymaz z czołgu i starego przedszkola, ale pyszne, wyemancypowane mieszanki zbóż. Tematyka w takim barze będzie oscylować pomiędzy literaturą dotyczącą zielarstwa i permakultury, wspierana będzie pamięć kultury lokalnej, historia zamierzchła, nie zabraknie fanów Łużyczan. Będą tańczyć ludzie transowego oberka, odżyją jelita, w środku będzie zieleń, a na deser ciasto karobowe ze zbożową posypką. Tańsza, lokalna, nie nowa, ale odrestaurowana, przyssie ryje do krawędzi szklanek, kubków i specjalnych konewek we wzorek, tak zwanych zbożolejów. Ta trzecia generacja parzenia zwykłej kawy, obecnie adorowana, zginie, choćby dwie minuty lali ciepłą wodę zza pleców i zmieniali fazy jej przygotowania żonglując, zostanie wkrótce wyparta przez nabierającą pary świadomość konsumpcji, która stale rośnie i nie zatrzymuje się na barykadach z białego cukru, żelatyny i zupy ze świńskich ogonków. Ludzie chcą jeść smacznie, chcą pić z wiedzą, i będą czytać o Ferdynandzie Bohmie i pytać się wzajemnie, czy odwiedzili już Włocławek, czy byli już na pielgrzymce, czy widzieli już Fabrykę. Powstaną geo-cache ze zbożówką w środku i na te wyprawy będzie jeździć się z grzałką, rodzinnie, weekendowo. Taka kawiarnia powstanie w Warszawie zapewne z tego tytułu, że w Warszawie jest na takie akcje parcie jak na wózek w Hali Mirowskiej. Ktoś w końcu zerwie kokosa i będzie go żarł, pił z niego mleko, a potem śmietankę, a na końcu, oczywiście, małą, czarną, zbożową.
Poranne strony
Słuchaj tato, mam taką głupią propozycję, jakby to powiedzieć, może zacznijmy… chodzi o zamykanie drzwi przy sraniu. Tak, wyszło prosto z mostu, ale z mostu to jeszcze by była sztuka i tam, oczywiście, drzwi nikt nie wymaga, ale we wspólnym domu, przynajmniej na ten czas kiedy stacjonuję u was z dziewczyną – czy byłoby możliwe, abyś czytał w toalecie nieco krócej? Zdaję sobie sprawę, że nowy kryminał Jo Nesbo wciąga jak potok, ale czy to znaczy, że niezbędny do jego lektury jest szmer wody i sporadyczne pluski z efektem chlapnięcia? Druga sprawa to biblioteczka w miejscu wcześniej przeznaczonym na przybory toaletowe, papier do higieny intymnej oraz kosz na śmieci. W ich miejsce, od ostatniej mojej wizyty, rozumiem, że zagospodarowana została przestrzeń naukowa. Chciałem więc dopytać, czy zapraszani tam będą również goście i czy planowany jest zakup stolika do gier karcianych. Czy zamiarem jest raczej nowy trend wypożyczalni, “Książki z Atmosferą”, “Klimatycznej Czytelni”, bodaj “Księgarni Papierzak”. Wiedz, tato, że mnie z tym wszystkim jeszcze w miarę do śmiechu – potrafię na twoją postać przytrzymującą narząd wydalniczy oraz narząd czytelniczy w drugiej ręce spojrzeć z przymrużeniem oka, jednak, jak zresztą wiesz, wybranka moja z innej pochodzi kultury, a mianowicie z kultury germańskiej. I nie, żeby u nich się po kątach nie czytało, nie przeglądało gazet czy katalogu najnowszych zegarków, ale od razu trzy tomową powieść? Gdy ostatnio gościłem u Helgi, stojak z czasopismami obfitował raczej w galerie zdjęć typu: wakacje na wyspie, domek nad morzem, widoki ze szczytów górskich, coś przy czym rzeczywiście można się odprężyć, co powoduje swobodę ruchu jelit – nie zaś trzyma w napięciu od deski do deski. Z kupą nie ma żartów, nagle komuś wytoczą sprawę, kogoś zamordują w takim dreszczowcu i zaraz się kurczy trakt wylotowy, a tu chodzi przecież o reakcje przeciwne – zrzucić biologiczny balast to jak być gotowym do lotu błogości, rozluźnienia – gdzie tutaj miejsce na konsternację przeplatających się wątków?
Doczekać niełatwo mi ciebie
Ramion twych słodycz wyssaną z ciasta za zębem odkładam, jak przezorny chomik, któremu klatka galop zaciska i w kółko zaganny szuka uwolnienia. Morskich świnek nadeszła pora. Przywiozę makowca w zimne twoje strony, na balustradzie ześlizgnę się w markecie, węgle rozżarzone obejdę dokoła - zadzwoń do mnie jeszcze, bym nie zapomniał śpiwora. Książki za książkami przebierać się będziemy, w językach pięciu - szóstym - swoją napiszemy. O cymbałkach dwojgu, o monecie śmiałej, co świat kieszenią obiegła obok kuli małej. Prozą się spotkamy, lecz tylko w warzywniaku, powiem ci: marchewko, ty do mnie zaś: buraku. Cóż to będzie za koncert, gdy się zaczniemy obnażać, co komu nie pasuje, powoli się będziem zrażać do drugiego jeden, a ten do następnego - żaden ze znajomych nie przetrzyma tego. Taka to będzie historia i znosić będziemy ją sami, a gdy cierniem opuchną nam głowy, okłady zrobimy słowami.
Moja Racica
Nie mogę się doczekać gatunku, który zacznie masowo wpierdalać ludzi. Tylko nie dinozaury, ktoś, z kim można by pogadać. Jakieś potężne raciconogie z talentem do języków, odporne na czołgi, drony i broń supersonic. Takie, których dziwiłby dylemat diety. Gdzie ludziom zabierano by dzieci, wycinano im zęby i mówiono, że prawa rynku są nieugięte. Pisalibyśmy do nich listy z prośbami o zrozumienie, o odrobinę współczucia, otrzymując w odpowiedzi: "Proszę wybaczyć, ale każdy robi to co lubi." Wykłady dla ludzi w klatkach prowadzone byłyby przez parzystokopytnego i na lekcji organizacji powtarzałby: "Ale o co te rozboje, panowie? Drogie panie? Naprawdę, już wystarczy! Zapraszam pod nóż!" Dołączyłbym do nich. Zrobił na działce grilla. Tu udko Wojtusia, tam pierś z Przemysława. Dostaławałbym premię za stresujące warunki pracy, ponieważ byłbym im niezbędny do prac propagandowych: "Panie palczasty", mówiliby, "proszę napisać jakiś sentymentalny traktat o wolności, żeby ta trzoda nie tratowała się nam w kolejkach do kwasu. Do tego z dopiskiem, że mamy dosyć ich listów o zmianę diety. Kiełki wyszły z mody, a Włodek po cieciorce miał ostatnio straszliwą sraczkę." Ale najlepsze, że wśród nich byłoby 5% antroporefluksów, osobników stroniących od ludzi. Tak zwanych dziwaków. Chcieliby szanowania praw ludzi, postulując ośmieszane w gazecie "Moja Racica" teorie, że życie jest dla ludzi najwyższą wartością. Zagłuszane byłyby tym, że ludzie to gatunek niebezpieczny, że wywodzą się z natury, która jest nieprzewidywalna i chaotyczna, że nie należy się nimi przejmować. Że taka jest kolej rzeczy. "Kolej rzeczy", ten film dostałby Złotą Racicę na festiwalu w Sram. Poszedłbym wtedy, po premierze w kinie, do sklepu raciconogich, albo do ich restauracji, i zamówił pysk sąsiada z jabłkiem w kurdyjskim cynamonie. Usiadł później na kiblu i wyciskał go w niewyrażalnych bólach. Cierpiałbym przez niego – taki skurczybyk byłby niestrawny – ale bym żarł, zeżarł go do końca, żeby łatwiej się wmieszać w organy raciconogich. Przetrwać, tak, ażeby nie zostać dziwakiem. Żeby tylko nie zostać dziwakiem. "Moja Racica", jestem potężny! "Moja Racica", postępuj do przodu!
Ciasto w białej koszuli
Trzydzieści siedem odrzutowców lata mi nad głową. Słyszę ryk silników, jak zawijają beczki i kręcą śruby, strzelają do pieszych na moście przy straży pożarnej. Siedzę pod stołem. Kamienica z grubej cegły, jeśli nie trafi bomba to automat ściany nie przebije. Jak przestaną na moment, będę miał chwilę, żeby przebiec korytarz. Brat dostał przez okno, leży z pociskiem w szyi. Ojciec nie wrócił z pracy, matka zamknięta w łazience, w wannie. Mam trzynaście lat. Wyszedłem z łazienki, żeby przynieść nóż z kuchni, pistolet z gabinetu i termos herbaty ze śniadania. Matka dostała paniki, nie jest z nią dobrze. Chciałbym pojechać na wakacje, daleko, żeby jeden z tych samolotów był pasażerski, wystawił most zwodzony na parapet i zabrał nas na ciepłe wyspy. Żeby brat wstał i zjadł pasztetu, tata wrócił w czystej koszuli, a mama wyjęła ciasto. (Ale świst!) Blat trzasnął mnie w głowię, kula przeszyła nogę u stołu. Słyszę histerię matki. Muszę spróbować dostać ten nóż, poza tym zaschło mi gardle. Jak wejdą do mieszkania, a mnie tak będzie sucho w ustach to zastrzelą nas bez ostatniego słowa. Dziadek mi czytał bajki o wojnie, teraz wszyscy się bali. Od dwóch miesięcy mówili, że ruskim odbija szajba, ale wierzyć się nikomu nie chciało. “Telewizja kłamie”, mówi mój kolega, “lepiej pograjmy w nogę albo w gry”. Jego budynek dostał z góry, wątpię, żebyśmy jeszcze pograli. Lubię strzelanki, ale ta mi się nie podoba. Wolałbym, żeby wgrali ją od nowa, jak mam jedenaście lat. Siedzimy z sąsiadami z Królewca i tata gra w szachy. Piją wódkę i się śmieją. Parę miesięcy temu jeszcze ze sobą rozmawiali, ale później ojciec spoważniał, a tamtemu zabroniono przyjeżdżać. Lidki już pewnie nie zobaczę, a szkoda, szkoda, bo my jak się bawiliśmy to z żadną dziewczyną się tak chyba nie bawiłem! Starsi grali w kierki, a my w takie karty, że całowała się aż mi uszy stawały i miała ładny akcent po polsku. Szyba w kuchni poszła, szkło jest na całej ladzie. Matka ryczy, brat nie żyje. Po co przysłali te samoloty, dlaczego nie rozrzucą cukierków i śniegu? Kiedyś był Dziadek Mróz. Telewizja Siedem. Dziś nie będzie dobranocki, coś tak czuję, że muszę dostać się po nóż, bo mi zaschnie w gardle.
Hej wszystkim! Wydawnictwo Novae Res wydało książkę o nazwisku autora dziwnie podobnym do mojego! Polecam i przyjemności!
Pony in the bedroom
Jeden z drugim
– Mam taką teorię, wie pan, że czytelnika trzeba wprowadzić, że od razu mówić to źle, bo się zrazi, ale też za rękę prowadzić przystoi mało, bo wtedy uskoczy, zniechęci się, wie pan, żeby go zająć i ciągnąć, ale tak mimochodem, iść z boku a prowadzić, opowiadać, lecz do punktu bajorzenia i się zatrzymać w czas, taką mam teorię.
– A zastanawiał się pan, jak tę teorię pana, przekuć?
– Wie pan, ja ją porzuciłem, oddałem na stracenie, przestałem się nią interesować, ale może dla potomnych, może oni skorzystają, wyuczą się, zaciągną czytelnika do łóżka i strona po stronie przykryją, niby pierzyną, aż się do snu ułoży i tam historia dopiero się zacznie. Bo widzi pan, sęk w tym, żeby się czytelnik we śnie zorientował i sam pisać zaczął pióra używając swojej fantazji, żeby się zbudził rano i szedł do przodu, wiedząc, że sen się skończył, że się był spełnił.
– Ale czy wagę zbyt dużą do snów przywiązywać warto?
– Wartości czytelnik sam już dobierze, ale gdy sen spełniony to żywy jest, czujny potem, o świeżym poranku, a sen jego pryska i z pamięci pierzchnie przy otwarciu oka. Wtedy sukcesywnie i sentymentów się pozbywa, dalej myśli kruchych, chybotliwych, następnie tych czarnych i szkodliwych, aż wreszcie romanse wyczerpujące taką osobę zostawią.
Indyjska pyra w turbanie
To, że będę miał swobodny kontakt z Hindusami, wiedziałem odkąd poszedłem z bratem na film "Kto cię uczył jeździć" - on wybuchał śmiechem, kiedy japoński sensei uczył imigranta ze Stanów jak zamykać drzwi w dwóch ruchach i przed wejściem zawsze nasłuchiwać, czy przypadkiem nie zbliża się pociąg, a ja podskakiwałem na fotelu, gdy Niemka uczyła się sygnalizacji, polegającej na wymachiwaniu czterech znaków przez okno samochodu i gdy na końcu dostała prawo jazdy za piękny uśmiech. Hindusi lubią być blisko siebie: są rodzinni, ciepli i tylko niektórym przeszkadza, że przed ich domem leży sterta śmieci – wolą wtedy włączyć głośną muzykę, pogłaskać krowę, wypaćkać się kolorami albo zjeść puri z ostrą wkładką. Ważne, żeby się pokłonić przed świątynią, wyczesać brodę, elegancko związać turban - sprawa recyklingu jest na drugim miejscu, przy czym schodki podium dzieli ogromna przepaść.
Zjadłem pizzę bez nieznajomej
czekam z tym na moją kobietę która gdy przyjdzie to bez słowa rozpozna że warto było doczekać wiosny odmawiam we śnie niespokojnym wahaniom abym spłynął jak rwąca rzeka w objęciach dziewczyny o delikatnych rysach
Demotywacyjna rewelacja o ciemnej materii
Inżynieria wciąga, działa, co innego czarne dziury – kiedyś były i mówili: ten uczony się nie myli, wcześniej inny, później drugi, chaotyczne szczyty chwili spadły z drzewa – pozostało badać jabłka, lecz i tutaj niespodzianka, pada niedaleko święta wojna, znów oszukał ojciec syna, a wybaczać nie wypada (bo "to nie cool" i żenada). Krwawe więzy – obydwoje lubią władzę, astronomię pięciu procent rządów berła i logiki, no i honor, toteż pomsta sięga nieba. Prawda… bywa nudna i okrutna, a marzenia? Sny? Pragnienia? Urojenia do spełnienia? Nieświadomość jest zabawna i wymięka wśród przyjaciół, smoków… zaciera się w modlitwie, gdy się trzęsą mury, w uścisku rodziny marnieje i rozpuszcza w melodii Sanskrytu, Który… "Jednak się kręci", mój księżycu, moje słońce i gwiazdy, ukochana, co pod mostkiem śmiało nucisz: "Kto się smuci, ten jest smutas, a kto kłóci…"
Komin
Always do your best and you'll get something out of the experience!
Khan Academy