Leonardo da Vinci jest tutaj przedstawiony jako figura niemal graniczna. ktoś między nauką a mitem, między dokumentem, a spekulacją. Chaillet, związany z realistycznym komiksem historycznym (poznałem go przy okazji serii "Vasco"), wnosi dyscyplinę rekonstrukcji i precyzję topograficzną.
Tutaj rysuje pod batutą Didiera Convarda, który operuje narracją gęstą, opartą na skrótach i aluzjach. Razem tworzą kryminał dla mnie idealny, historyczny, zawieszony między faktem, a legendą. Każdy wątek działa jak moduł większej układanki, ale układanka nigdy nie zostaje domknięta. To świadoma strategia, mamy znajdować znaki, ale nie uzyskiwać wszystkich odpowiedzi.
15 grudnia 1494 roku, rankiem około godziny siódmej nad brzegiem kanału Martesana znaleziono zwłoki notariusza Cristfora di Rodriga. Ktoś ukradł mu twarz - "Anioł się mści... Światło bije z Cienia".
Notariusz to pierwsza ofiara bestialskiej zbrodni. Ludzie są przerażeni, do akcji wkracza rzutki prefekt Vittore. Skóra z twarzy notariusza została zdjęta z niezwykłą gracją, tak jakby morderca znał świetnie ludzką anatomię. Prefekt prosi o pomoc znawcę tematu, Leonarda Da Vinciego.
"Vinci. Złodziej twarzy" przede wszystkim angażuje treścią, wykorzystuje też każdy stopień wiedzy czytelnika. Im więcej ten sam czytelnik wie o włoskim renesansowym artyście, o jego wynalazkach, dorobku, tym więcej z lektury wyciągnie. Nie tylko, bo Gilles Chaillet dał mi się już poznać jako niezwykły ilustrator, który kładzie duży nacisk na szczegóły architektonicznie. Budynki, dbałość o szczegół, rysunki ornamentów. Trudno tu mówić o jakimś artystycznym polocie, to raczej precyzja.
Nie da się ukryć, że Chaillet buduje świat przedstawiony poprzez drobiazgowość. Architektura, stroje, narzędzia - wszystko podporządkowane jest rygorowi rekonstrukcji. Wchodzimy w ten kryminał opatuleni doskonale przedstawionym krajobrazem. Jesteśmy tam, wśród tamtych ludzi, przy ówczesnych zawirowaniach historycznych i społecznych. Chaillet objawia się tutaj jako specjalista tak od historii jaki i po prostu od rysunku z epoki. Oczywiście jest to styl dość specyficzny, kadry są statyczne, często teatralne, Chaillet nie potrafi w dynamikę. Ale z drugiej strony to nie jest taki komiks. Tutaj najważniejsza jest zagadka i scenariusz, który wiąże całość w unikalny thriller historyczny. Mamy więc Leonarda Da Vinciego uwikłanego w zbrodnie, a w tle jego wynalazki, genezę (to te spekulacje) powstania kilku słynnych dzieł mistrza, od "Ostatniej wieczerzy" po "Mona Lisę".
"Vinci. Złodziej twarzy" to komiks intelektualnie angażujący, thriller i narracja nie tylko o artyście, lecz analiza jego kulturowej funkcji.











