Latający Jakub, czyli indyk z bananami i orzechami ziemnymi po szwedzku
Oto prawdziwy klasyk kuchni szwedzkiej: Flygande Jacob, czyli Latający Jakub. Proste danie z kurczaka, banana, boczku, kremówki z sosem chili oraz orzeszkami ziemnymi, podawane z ryżem basmati.
Na pierwszy rzut oka jest trochę passe - przywołuje wspomnienia polskich wyszukanych potraw z lat 80. ubiegłego wieku, takich jak sznycel z ananasem, kurczak z brzoskwiniami, parówki z żółtym serem, czy pizza z ananasem i gotowaną szynką.
I coś w tym jest, bo przepis pochodzi z lat 70. XX wieku. Został stworzony przez Ove Jacobssona, pracownika szwedzkiego transportu lotniczego (stąd nazwa dania). Po raz pierwszy został opublikowany w magazynie kulinarnym “Allt om mat” w 1976 roku i tak rozpoczęła się jego kariera, która z różnym nasileniem trwa do dzisiaj.
Nazwę potrawy wymyślił popularny szwedzki dziennikarz i pisarz, zmarły w listopadzie ubiegłego roku, Anders Tunberg. W tamtym czasie publikował w “Allt om Mat”, a prywatnie był sąsiadem Ovego. Nietrudno się domyślić w jaki sposób receptura trafiła do czasopisma, a potem setek szwedzkich domów...
Sam twórca Latającego Jakuba mówił, że na pomysł dania wpadł przez przypadek, łącząc różne składniki znalezione w lodówce. Oryginalnie w przepisie zamiast grillowanych kawałków indyka są kawałki pieczonego kurczaka. Wiecie, takiego niedojedzonego, z poprzedniego dnia. Myślę, że to doskonały pomysł na jego wykorzystanie. W moim domu jednak większym wzięciem cieszy się białe mięso, stąd zmiana (praktykowana zresztą także przez rodaków Jackobssona) na pierś indyka.
Jest to naprawdę oryginalne danie. Połączenie słonego, słodkiego i pikantnego; miękkiego, ciapkowego, puszystego i chrupiącego. Z delikatnym ryżem chłonącym kremowy sos, bomba (również kaloryczna), ale... kto nie grzeszy, niech pierwszy rzuci kamieniem.
400 g piersi indyka (lub kurczaka)
płaska łyżka curry w proszku (opcjonalnie)
6 cieniutkich plastrów boczku
duży banan (lub dwa małe)
300 ml kremówki 30%
łyżka sosu chili (u mnie Sriracha)
łyżka ketchupu
garść prażonych solonych orzechów ziemnych
sól i czarny pieprz do smaku
Dodatkowo
120 g ryżu basmati
Piekarnik ustawić na 200°C.
Pierś indyka pokroić w podłużne, niezbyt duże kawałki. Obsypać je solą, pieprzem i curry. Rozgrzać patelnię grillową, opędzlować olejem i grillować mięso z obu stron, aż złapie brązowe prążki.
Na tej samej patelni usmażyć boczek i odłożyć na talerz obok. Tłuszcz zlać (jeszcze się przyda) i wykorzystać np. do smażenia jajecznicy. Gdy boczek przestygnie, pokroić na kawałki.
Średniej wielkości naczynie do zapiekania lekko natłuścić tłuszczem z boczku. Ułożyć kawałki mięsa w jednej warstwie i obsypać boczkowymi chipsami. Na to ułożyć pokrojonego w plastry banana (zwykle jadam bardzo dojrzałe banany, ale tu sprawdzi się taki bez brązowych kropek na skórce).
Śmietanę ubić na sztywno. Dodać sos chili, ketchup i wymieszać do całkowitego połączenia. Śmietana zyska odstraszający różowawy kolor, ale spróbujcie - jest pyszna! Bitą śmietanę wyłożyć równomiernie na banany, obsypać orzechami i wstawić do piekarnika.
Piec ok. 20 minut. W tym czasie ugotować ryż, zgodnie ze wskazówkami na opakowaniu.
Wykładać porcje na talerze. Dołożyć garść świeżej sałaty.
Zjeść wszystko, następnego dnia - gdy śmietana opadnie - to już nie to samo.