Wiem, że nic nie wiem
Żeby Was... Lekarskiej tragikomedii ciąg dalszy. Posłuchajcie:
Zadzwonili od lekarza. Pan doktor czeka na USG. Wyniki są średnie. I pan doktor pyta gdzie są wyniki moczu. - No gdzie są, gdzie są? Przecież dałem! - Pan poczeka.
Pan doktor chyba wystawił skierowanie. Niech pan jeszcze poczeka. O, mam akurat doktora na linii to zapytam!
A nie! Dobrze! Dał pan wyniki. Pan doktor każe przynieść sobie wynik USG, przy okazji odbierze pan skierowanie na krew i mocz i po 1,5 tygodnia od poprzedniego badania pan wykona. Doktor chce zobaczyć czy spadają czy rosną. - I tyle? - I tyle. To będzie teleporada, proszę nie przychodzić, bo i tak nie zarejestrujemy.
//
Nie no kurwa zajebiście. Dokładnie tyle.... A nie! Kurwa! "I do badania USG ŻADNEGO ALKOHOLU!!!" Kurwa, jakbym nie wiedział. Co oni z tym alkoholem? Przynajmniej jakbym się codziennie bełtem jakimś do nieprzytomności zalewał. Spoko. Miałem nie pić i nie piję. Co jest z tym światem nie tak? - No i pani ze słuchawki powiedziała, że czekamy co powie pani od USG. Krótko mówiąc na razie leczę się dosłownie sam, i to tak jakbym się leczył na chłopski rozum. To nieporozumienie jest jakieś.
//
A tak w ogóle to L4 mam do 21szego, czyli piątku. Doktor chyba zapomniał, że ja pracuję w weekendy i tak się składa, że 22-23 to mój weekend pracujący XD XD XD Jestem pojebany i chyba się cieszę. Nie cieszę się za to, bo 21szego zjeżdża rodzina na moje imieniny i urodziny Piątego. Ciekawe czy tłustą sałatkę jarzynową mi chociaż wolno, czy będę siedział jak ta pizda i się patrzył po prostu? Tu mam przejebane.
//
Koniec narzekania. Szukam filmu albo wracam na konsolę, chociaż Assasin Mirage jest nudny.

















