Czasem się stresuje i zamykam w pętlach,
Błędne koło to udręka,
Dlatego Ty mnie wyciągasz w zakrętach.
-B.B.

seen from Germany
seen from India

seen from United States
seen from Yemen
seen from Türkiye
seen from United States
seen from New Zealand
seen from Germany
seen from Türkiye
seen from United States
seen from Russia
seen from United States
seen from United States

seen from United States

seen from India
seen from Germany

seen from United Kingdom

seen from France
seen from France
seen from United States
Czasem się stresuje i zamykam w pętlach,
Błędne koło to udręka,
Dlatego Ty mnie wyciągasz w zakrętach.
-B.B.
Mogę odchrząkiwać, poprawiać włosy, układać się wygodnie, brać głęboki oddech, ale nic nie doda mi odwagi tak bardzo, jak kolejny łyk alkoholu. Teraz mogę zacząć jakkolwiek, ze wzrokiem zobojętniałym, skupionym na swoich własnych myślach, nie powstałych, a już zapisanych. Mogę odczekać moment, bez lęku, że przepadnie rozpęd, bez niecierpliwości wspominam słowa, tak szybko uciekające, a utworzone na poczekaniu. Tak sobie mówię, że poczekam na pewien dzień, kiedy przeczytam swoje myśli, a będę wtedy siedział już w posiadłości odizolowanej, w fotelu ze skóry, tak wygodnie usadzony, w usytuowanym miejscu naprzeciwko kominka błysków, że sam klimat powstały tego wieczoru, wytworzy we mnie spełnienie długo oczekiwane i zapełni moją głowę oklaskami uznania ze strony wyimaginowanych ludzi, co dzień towarzyszących mi, jako postacie mi bliskie, tam w mojej głowie głęboko zaszyte, wyłaniające się okazyjnie, dotrzymujące mi towarzystwa i zawsze na czas i w porę na miejscu, gdy ja tego potrzebuję. Zastanawiałem się, co bym zrobił “gdyby” i znalazłem wiele odpowiedzi, a ciekawe jest, czy to “gdyby” nastąpi - warto wierzyć, iż tak. Cztery dni idealne, jeden przeciwko, zaś dwa na odpoczynek - taki stan rzeczy zaszyfrowany zewnętrznym oczom przedstawiam, będący częścią mnie jest, od czasu jakiegoś, zaś dłuższego. Nie chciałbym się pogrążyć w uczuciu, że na siłę w konkretną stronę jestem zmuszony podążać, wolę być wolny. Wolny na zewnątrz i w sobie. Stąd różnej maści słowa, poprzez taki stan rzeczy wyłaniają się, nieuwiązane. Bez skrępowania, poplątane nieco, acz dla mnie z sensem. Najważniejsze, to by wyrzucić z siebie coś, co kiełkuje i może kiedyś wybuchnąć. Jak ogień w piecu, to w wulkan przeradza się niedoceniona siła, zlekceważona i wyśmiana. Niewyzwolona, kłębiąca się, pozostawiona na pastwę losu, trawi wszelką rzecz, postawioną na jej drodze. Trzeba wyzwalać emocje, uwalniać się od ich ciężaru, by kiedyś nie okazał się zbyt ciężki, gdy my już będziemy za starzy, by udźwignąć przeszłości ciężar odepchnięty, na później odstawiony i skumulowany z podobnymi sobie. Wiatr zimniejszy zawiał, nadciągnęły ciemne chmury, a wszyscy uciekli pod dach, lub do środka. Czekają, kiedy to nastąpi. Nieprzewidziane są natury ludzkiego zachowania, choć mylące bywają i złudne w swej prostocie. Tym razem nic się nie stało, tylko żyłka na czole z wysiłku zarysowała swój kształt. Czekają na eksplozję, której nie ma i nie zapowiada się na nią. Miast tego przeszłość bolesna powraca, kiedy dwie twarze, poprzez skrzywdzone umysły, łzami zawtórowały sobie nawzajem, na odludziu, odrzucone i w bólu połączone tamtej nocy, a dziś jedna z nich już opuściła padół ziemski, druga wciąż trwa bez nieprzerwanej wiary w słuszność wykonywanych obowiązków, względem daru życia. Uderzenia serca, jak bębny na koncercie i oddech względem gitary, podobnie rytm wygrywający. Te dwie twarze, z których jedna przyznała się do płaczu, a druga nie mogła, nie dała rady przyznać, że zapłakała - one były przeciwieństwami. Przyciągnięte do siebie, los tak karty rozdał, by spotkały się w momencie odrzucenia i sami siebie odrzucili po latach. Znienawidzili się wręcz. Mimo wszystko, tak człowiek jest ukształtowany, że wraca, wciąż wraca do tego czasu, kiedy odczuwał jakąś przyjemność, jakieś zrozumienie, akceptację przede wszystkim. Bo będąc elementem społeczeństwa, jest się uzależnionym od podobnych sobie, od rasy reprezentacyjnej, od grupy i warstwy...
Marzy mi się przyjaciel. Osoba która będzie miała moje serce w swojej klatce piersiowej. Będzie rozumiała każde westchnienie brwiami, opuszczenie ramion, czy błysk w oku. Doceni każde słowo, każdą chwilę. Nie zmarnuje zmarnowanego czasu. Będzie przewodnikiem, znachorem, spowiednikiem, lampką w tunelu, słońcem zza chmury, autobusem na czas, idealnie ciepłą herbatą dla mnie - turysty, opętanego czarnymi myślami, z plecakiem grzechów i przewinień, który przemarzł na kość od otaczającej go aury deszczu
Czy Ja zawsze będę dla Ciebie jedną z opcji?
-k.
6 stycznia budzę się i mówię „co to było?”,
Odtworzyło w głowie film, mocne kino;
A prosiłem przed zaśnięciem „Przedstaw mi mą miłość?”,
A odpowiedz była jasna Pani KA TA RZY NO ,
Blond włosa postać utkwiła mi w pamięci ,
Zaczęła ze mną kroczyć jak w szkole podręcznik,
A ja uwierzyłem znowu, że miłość zwycięży,
Zaufanie zatraciłem przez spotkanie węży,
Widziałem ludzi tu na całe sterty,
Ale tylko przy niej czuje ukojone nerwy,
Wieczny sen zmienił znaczenie,
Marzenie stało się spełnieniem,
Wiem, że szczęście to wspólne przeznaczenie.
- „Sen o Kasi” B.B.
31.01.19
Nigdy nie zapomnę tamtego lata. Był upalny, pełen burz, długich nocy, wielu gwiazd. Wpadliśmy się na siebie. Byliśmy młodzi, nie myśleliśmy o jutrze, docenialiśmy wolne chwile, noce, w tle leciał Myslovitz. “W deszczu maleńkich żółtych kwiatów, w spokoju przy sobie, nie czując czasu.’’ Nie miało się problemów, za to dużo marzeń, planów nieposzarpanych przez czas. Wystarczyła tylko wzajemna obecność. To było jak sen. A sny nigdy się nie powtarzają. Jednak z pewnego powodu to się skończyło. Może wpadliśmy na siebie zbyt wcześnie? Może Twoje serce było ze młode, zbyt żwawe by zatrzymać się w mych dłoniach. Może wpadliśmy na siebie zbyt późno? Może moje dłonie były zbyt szorstkie. Może inna miała ładniejsze. Może nam się to jeszcze powtórzy. Może to była jedyna okazja. Może. Zbyt dużo ‘’może’’.
Do dzisiaj pamiętam blask w czarnych tęczówkach.
XXI WIEK
Mogę rozmawiać z robotem
Mogę zobaczyć Nowy York
Nie znam swojej ulicy
I osoby z którą dzielę kolejny rok