5 Random Comics

seen from Argentina
seen from Brazil

seen from Russia

seen from United States
seen from China

seen from Maldives
seen from Maldives

seen from Bulgaria
seen from Brazil
seen from Bangladesh

seen from Malaysia
seen from Netherlands
seen from Spain
seen from Türkiye

seen from Türkiye
seen from Belgium
seen from Jordan
seen from Bangladesh
seen from Malaysia
seen from Malaysia
5 Random Comics
Scream Comics #19 (Apr 1948) Cover artist unknown
Scream Comics (1945-1947)
Pisząc o albumie "Żyjąca śmierć", trzeba przede wszystkim wspomnieć o autorze literackiego pierwowzoru. To Stefan Wul (a właściwie Pierre Pairault), francuski pisarz science-fiction. Na naszym rynku wydawniczym postać niezbyt popularna. Do dzisiaj ukazało się tylko Remedium ("Odyssée sous contrôle"), którą Wul napisał pod koniec lat 50. Szkoda, bo przecież gros czytelników, a raczej widzów, zna Wula z innej adaptacji, tym razem filmowej.
Mam na myśli "Fantastyczną planetę" (lub "Dziką planetę"). Francuski surrealistyczny film animowany jest już dość znany, po dziś dzień robi ogromne wrażenie, tak ze względu na temat jak i na samą formę. Kultowa już dziś produkcja została nakręcona na podstawie powieści "Oms en série" Stefana Wula.
Wróćmy jednak do omawiania komiksu. "Żyjąca śmierć" to historia z odległej przyszłości. Ludzkość (której przedstawiciele identyfikują się już jako ci z nowej generacji) skolonizowali wiele planet. Na Marsie wyrasta metropolia, to samo na innych planetach. W latach 50. Wul mógł oczywiście pozwolić sobie na takie fantazje, ludzie wciąż myśleli że środowisko Marsa, czy Wenus będzie można zaadoptować bez większych problemów.
Ważny jest kontekst, Ziemia w "Żyjącej śmierci" jest uważana za rzecz godną potępienia. Tak samo jak literatura, spora część zagadnień naukowych, na pewno cała ziemska historia. Wszystko, co było na Ziemi doprowadziło do katastrofy. Planeta, choć istnieje, zamieniła się w teren (teoretycznie) niezdatny do życia, niebezpieczny i nieprzyjazny. Tam przecież rozegrał się exodus, trudno mieszkańcom Marsa rozmawia się o starym globie. Ale czarny rynek rządzi się swoimi prawami, z Ziemi wciąż ściągane są artefakty, w tym między innymi książki, które skupuje biolog geniusz. Ma on swoje kłopoty na Marsie, władze chcą go izolować, szerzy te swoje naukowe teorie zamiast trwać w ogólnej społecznej radości.
To punkt wyjścia, bo pomocy biologa, Joachima, potrzebuje Marta, kobieta z ogromną władzą. Mieszka na opuszczonej Ziemi, to ona rozgrywa karty przemytniczą walutą, książkami, właśnie artefaktami. Razem z kilkoma osobliwymi pomocnikami zajęła ogromny zamek i stamtąd zawiaduje interesem. Pomoc biologa jest istotna, Marta ma nadzieję przywrócić do życia swoją córkę, Lisę.
Słowem wtrętu o autorze literackiego pierwowzoru, to istotne jest to, że Pairault był z zawodu chirurgiem stomatologiem i często wątki medyczne wypełniały jego dzieła. Nie inaczej jest w "Żyjącej śmierci". Powieść "La Mort vivante" ukazała się w 1958 roku, na naszym rodzimym rynku wydawniczym niestety nigdy.
"Żyjąca śmierć" to sci-fi, makabra, gotyk w przepięknej czerni i bieli, gdy ta sama czerń i biel gra nastrojami, a strach wpycha grozę pod skórę czytelnika. Joachim niczym dr. Frankenstein zgadza się na życzenie pięknej Marty i wykorzystuje technologię, całą swoją wiedzę, by spróbować wskrzesić dziewczynkę. Więcej nie mogę zdradzić, ale pomysł jest iście upiorny.
Ponownie to robimy. Zabawy w Boga, nauka, zaawansowana technologia, pośpiech i wygórowane ambicje po raz kolejny mogą doprowadzić do ruiny. W świecie "Żyjącej śmierci" nic się nie zmienia. Problemem nie jest Ziemia, a ludzie, którzy wykorzystują naukę w swoich prywatnych celach. Z drugiej strony, właśnie to odróżnia nas od zwierząt. Nie potrafimy pogodzić się z żałobą, odejściem ukochanych osób. Skoro mamy możliwości, sprzęt i wiedzę, to dlaczego tego nie wykorzystać? "Żyjąca śmierć" stawia odważne pytania. Romantyczna atmosfera unosi się nad treścią, gotyk w ciągłym sprzężeniu z science-fiction to jeden z bardziej oryginalnych konceptów jakie widziałem. Tutaj gatunek oddycha całą piersią. Można się zakrztusić duszną i klaustrofobiczną atmosferą, na końcu takich historii zawsze staniemy na progu szaleństwa.
Klasyczne motywy od Mary Shelley przefiltrowane są tutaj przez Lovecrafta, poetykę Edgara Alana Poe. Wszystko w wiktoriańskim anturażu, który mieni się tutaj w niektórych momentach steampunkowym blaskiem. Olivier Vatine, autor scenariusza pisze bardzo intensywnie. To krótki komiks, mamy tu esencję najważniejszych zagadnień dotyczących ludzkiej moralności. Zaczyna się jak przygoda i szybko zostajemy wtrąceni do ciemnego lochu.
Zatem przede wszystkim horror? Tak, bo zarówno gotyk jak i sci-fi nigdy nie wyjdą spod batuty tego horroru. Tutaj za atmosferę odpowiedzialny jest portugalski artysta Alberto Varanda. Przy posłowiu wspominani są inni artyści, tacy jak Bernie Wrightson czy Gustave Doré. To oni mieli służyć Varandowi za inspirację. Nie znałem ich, ale rzeczywiście, czuć w "Żyjącej śmierci" te inspiracje. Mnie natomiast warstwa wizualna przy całym tym imponującym kreskowaniu i wchodzeniu w najdrobniejsze szczegóły przy budowaniu nastroju czernią i bielą, ale także przy tej niebywałej dbałości o detale tak architektoniczne jak i przy każdym jednym aspekcie dotyczącym ubioru, mimiki przypominają ostatnio przeczytane "Pośmiertne objawienia". To tam niemiecki ilustrator Andreas również wchodził na wyższe segmenty przy operowaniu kreską, czy delikatnymi liniami które służyły również budowaniu cieniowania. To są przepiękne, straszne, wchodzące w duszę rysunki. Tam zostają.
To krótka i intensywna historia o grzechu, desperatach którzy biorą naukę pod obcas i dociskają, dokręcają śrubę, a później patrzą przerażeni na efekt swoich czynów. Wybitny.
Nie sposób przejść obok tego wydania nie zwracając uwagi na sam album. "Żyjąca śmierć" ukazała się w linii wydawniczej '10 lat Scream Comics'. Powiększony format (275 x 370 mm), wybiórczy lakier, dodatkowe wzmocnienie brzegu, zdobione nadruki na brzegach. Trochę niebezpiecznie blisko krawędzi jest tytuł na froncie, być może przy składzie opuściłbym go centymetr. To szczegół.
Scream comic prints available in the IBTrav Shop on Etsy.
Billy & Stu prints NOW RESTOCKED!
Shop today!
etsy.com/shop/ibtrav
COMING SOON to the IBTrav Shop on Etsy... NEW SCREAM COMIC PRINTS!!!!
Stay tuned for official release date.
Visit the shop today for other Scream comic panel prints & more:
etsy.com/shop/ibtrav
Nowy artykuł na Dzika Banda :
Nowy artykuł na http://www.dzikabanda.pl/literatura/komiks/red-skin-1-welcome-to-america-zimna-wojna-i-superherosi-recenzja
Red Skin #1: Welcome to America - zimna wojna i superherosi [recenzja]
Pocket!function(d,i)if(!d.getElementById(i))var j=d.createElement("script");j.id=i;j.src="https://widgets.getpocket.com/v1/j/btn.js?v=1";var w=d.getElementById(i);d.body.appendChild(j);(document,"pocket-btn-js");
Sensacyjne “Red Skin” to jedna z najnowszych komiksowych serii Xaviera Dorisona, scenarzysty, który doskonale czuje się w każdym gatunku. Dzięki temu każdy jego tytuł to gwarancja solidnej rozrywki.
Zimna wojna. W Stanach Zjednoczonych ruch purytański dowodzony przez pastor Jackie Core zdobywa coraz większą popularność. Konserwatywna przywódczyni wzywa naród do oczyszczenia go z wszelkich przejawów niegodności, a jej najlepszym narzędziem do tego celu jest zamaskowany Cieśla, który wykańcza najbardziej znane osobistości, głównie z branży porno. A wszystko to pod hasłami “chrześcijańskiej czystości” i “walki z komunizmem”. Masom się to podoba, policja nie reaguje, a ofiarami wściekłej gawiedzi zaczynają padać też małe burdele i zwykli “nieprawi” obywatele. Ze względów politycznych ZSRR zależy aby w USA był spokój, dlatego też wysyłają tam swoją najlepszą agentkę, Wierę Nikołajewnę, która w przebraniu superbohaterki ma zbudować silny ruch opozycyjny.
Xavier Dorison w interesujący sposób bawi się mitem superbohaterskim. Amerykańskie popkulturowe dziedzictwo przekuwa w radziecką superbroń, która w zasadzie ma pomóc samym Amerykanom. Autor niejako odwraca role “dobrych” i “złych”, ślepy fanatyzm stawiając naprzeciw zdrowemu rozsądkowi, uosabianemu przez… Leonida Breżniewa. Jest to ciekawy punkt wyjściowy dla reszty opowieści, snutej już w sensacyjnym stylu. Sporo tu akcji, walk i bijatyk, zgłębiania tajników branży porno (Wiera pod przykrywką trafia pod dach popularnego reżysera) i przede wszystkim prezentacji głównej bohaterki, jej umiejętności i niewątpliwych wdzięków. Red Skin to taka trochę kopia Czarnej Wdowy z Marvela – biegła w sztukach walki, równie zabójcza co piękna, inteligentna i przebiegła ale w przeciwieństwie do swej zamerykanizowanej koleżanki, może się pochwalić weselszym usposobieniem i poczuciem humoru. Co też ciekawe, w pierwszej wersji seria miała nosić nazwę “Red Widow”, ale zmieniono ją ze względu na prawa licencyjne.
Warstwę graficzną przygotował Terry Dodson, rysownik bardzo niekonsekwentny w swych dokonaniach. Z jednej strony potrafi zachwycić szczegółami i poziomem dopracowania kadrów (“Sny Coraline”), a z drugiej odwalić totalną fuszerkę, której nie da się oglądać (“Księżniczka Leia“). Całe szczęście w “Red Skin” mamy do czynienia z tą lepszą stroną jego umiejętności. Drugi plan jest dopracowany, kobiety wyglądają zjawiskowo, a sceny akcji są dynamiczne i nieźle rozplanowane.
“Welcome to America” to całkiem niezły album, który w zasadzie jest jedynie wstępem do szerzej zakrojonej opowieści. Dorison pozostawił kilka ciekawych kwestii bez odpowiedzi i zawiesił akcję w bardzo niewygodnym dla czytelnika miejscu. Mam nadzieję, że w kontynuacji (która wciąż powstaje) rozwieje wątpliwości i zagęści atmosferę jeszcze bardziej.
(function() var bbtag = document.createElement('script'); bbtag.type = 'text/javascript'; bbtag.async = true; bbtag.src = "http://www.a4b-tracking.com/pl/buybox/658/9788365454096/_/0/-/-/bb-plugin-wp/bbtag-658-5715e73acebea"; document.getElementsByTagName('head')[0].appendChild(bbtag); )();