Parę luźnych myśli po filmie "Substancja"
Film jest z nowej generacji: strzały dopaminy, szybko zmieniające się kadry i neonowa tik-tokowa estetyka i serio nie wiem, czy znowu nie jest to powaga pod maską ironii (jeśli tak, chyba nikogo z młodej generacji nie chwyci to przesłanie za serce, nie wiem, kwestia otwarta)
A przesłanie dość smutne, kult drapieżnej młodości, która wzbija się na wyżyny jest Substancją, której wstrzykiwanie do krwioobiegu ostatecznie prowadzi do zdegenerowania nie tylko ciała, ale i duszy/psyche/moralności/wnętrza/umysłu.
Nienawidzimy jakichś części siebie i szpecimy się sami, jeśli nie przystajemy do standardów monetyzacji
Dlatego jeba* taki barter, uwalniajmy do kosmosu zdrową Substancję















