Wzrok nie nadąża za przesuwanym obrazem, wszystko zlepia się w jedną, długą linię, okraszoną świetlistymi blaskami. Prędkość jest adekwatna do non-stop wciśniętego pedału gazu. Pęd, o jakim chciałby pomarzyć każdy koneser sportowych aut. I dwie osoby obok siebie, czujące siłę, gdy tak pędzą przed siebie. A czy rozbiją się? Nie jest to ważne, póki prędkość trwa, póki światła odbijają się, jedne od drugich, póki uczucie ekstazy rozsadza ciało i podtrzymuje adrenaliny smak. Głęboki bass, szept do ucha i dym, ulatniający się przez uchylone okno, wszystko to przyspieszone razy kilka. Wyobraź sobie scenę, w której nie kontaktujesz, kiedy nie chcesz skupiać się na niczym konkretnym, gdzie podróż donikąd, trwa w nieprzerwane. Smak wykraczania poza bariery, zero strachu, kończy się miasto i zaczyna się droga pośród lasu. Wszędzie pusto, a pośród ciemności, gdy zabrakło latarni, dają o sobie znać kolorowe radia migotliwe blaski. Ta piosenka utrwali się w Twojej głowie, o ile przeżyjesz kolejne kilometry. Lepiej umrzeć z ekstazą na twarzy, niż całe życie gonić za szczęściem i umrzeć przedwcześnie - czy tak właśnie myślisz? Co by było, gdyby na zakręcie pojawił się inny samochód? Trauma na całe życie, czy ból po stracie osoby siedzącej w czasie wypadku obok ciebie? Dlaczego ciągle wracasz po więcej, jeśli to cię tak zabija? Być może tym razem wszyscy zginą, nie wiedząc o tym, będą się błąkać do końca świata duchowego, na owej autostradzie, wciąć przeżywając upojny wyścig z samym sobą. Czy kiedykolwiek marzyło ci się aby przyspieszyć do granic i być jak ci, których wszyscy obserwują? To właśnie nowoczesne czasy, nastałe niespodziewanie. Ludzie tracą osobowości, na rzecz liderów, ukierunkowujących właściwy styl życia, tudzież bytu. Ubodzy w rozrywkę, chcieliby naśladować gwiazdy, te, które tam wysoko w rankingu, odwalają swoją codzienną robotę, wypełniając grafik i zgarniając za to kasę. Wszyscy podążają za nimi, chcą być nimi, zapominając co to znaczy po prostu żyć. Gdyby tak skasować wirtualną tożsamość, nie uczestniczyć w internetowych posiedzeniach ameb umysłowych i płynąć swoim rytmem, czy coś by się zmieniło? Czy bylibyśmy bardziej odporni na codzienne niebezpieczeństwa wywołane ludzką nieporadnością w tłumie? Czy może zazdrościlibyśmy każdemu sąsiadowi, iż on ma to i wygląda tak, a my nie i znów koło kręciłoby się w kółko? Czy potrafisz zarejestrować granicę, kiedy zawsze zatracasz siebie i próbujesz stać się kimś innym? Czy możesz wymienić swoje własne cele, nie mające nic wspólnego z celami twego idola? Jeśli nie, upij kolejny łyk wina, tak jak ja to teraz robię.Wino kończy się, tak jak możliwości ratunku, w miarę upływu czasu. Wszystko się kiedyś skończy, ale nim to nastąpi, minie jeszcze trochę czasu, tak więc (aby nie zaczynać wypowiedzi po przecinku od samego “więc”) trzeba mieć wulgarnie wyjebane na wszelkie zewnętrzne ataki na własną osobę, czystą kwintesencję siebie samego. Otóż tak i tak właśnie. Chciałem już to zakończyć, aczkolwiek jakiś bit dobry, tudzież całkiem niezły włączył się jako kolejna piosenka w na yt. Teraz stoję na sali, takiej trochę retro - wiesz, i w blasku świateł, tej kuli na górze, odbijającej światło, wyginam swoje ciało, wykonuję szaleńcze ruchy, acz całkowicie naturalne, czuję się wolny i tańczę w rytm tejże piosenki. Dlatego, bez lęku, nie mogę teraz zakończyć owego posta. Podchodzę do baru i pojawia się tam barman, a może barmanka? Nie miejcie mi tego za złe, jeśli to będzie barmanka, wy możecie pozostać przy barmanie. Puszcza do mnie oko, wszak nawet nie zdążyłem nic powiedzieć i stawia przede mną kolejną kolejkę jakiegoś alkoholu, ale co to kurka wodna jest?! Bez pytania opróżniam kieliszek i maszeruję ponownie w stronę parkietu. Zamykam oczy, przez powieki czuję to zmieniające się światło, czuję się wspaniale, gdyż nie muszę się martwić, że ktoś mnie zaczepi, że komuś się coś nie spodoba, że cokolwiek się zdarzy, bo ja cały czas mam nad wszystkim kontrolę. Nie chcę tego kończyć, nie chcę stąd wychodzić, tylko unosić swoje ciało i poruszać się w rytmie owej muzyki, która z głośników dobywa się nieprzerwanie, tak odpowiednio do moich oczekiwań i otwiera przede mną kolejne bramy. Nie chcę czuć ostatniej kropli wina, poprzez mój przełyk przenikającej, gdyż wtedy oznacza to powolny powrót do rzeczywistości. Póki co, nadal tu jestem, mimo, że już kilka razy chciałem zakończyć ową zabawę. Niektóre wspomnienia z młodości zaczynają mną targać, np. “wtedy” albo w innym czasie. Mógłbym nie kończyć tej historii, lecz słownie trzeba ją w końcu kiedyś zastopować. Niech stanie się to teraz, lecz tak na niby...











