
seen from Mexico
seen from China
seen from United States
seen from Netherlands

seen from Egypt

seen from Czechia

seen from United States
seen from Germany

seen from United Kingdom
seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from Poland
seen from Türkiye

seen from United States
seen from Russia
seen from China
seen from Italy
seen from Australia
seen from United States
Smiotankowie&Szydłowscy™
Dorwałam się niedawno do pdf-a dzieła pt. Kronika polskich rodów szlacheckich Podola, Wołynia i Ukrainy. "Po kiego grzyba?" zapytacie. Cóż, z racji tego, że pisząc swoje trylogiowe fanfiki muszę praktycznie od podstaw budować historie rodzinne, a nawet same rodziny Basi i Krzysi, postanowiłam pobawić się w Sienkiewicza i zaczerpnąć jakieś cool nazwisko szlacheckie z tego spisu. I po przeglądnięciu ponad 300 stron mogę zaprezentować Waćpaństwu rody Smiotanko herbu Korczak (wymieniany tu również w wersji Smietanko) oraz Szydłowskich herbu Lubicz (halo, dzwonią z Klanu‼️).
Smiotankowie są faktyczną rodziną Anny Jeziorkowskiej, czyli mamy Basiuli. Natomiast Szydłowskich upolowałam z myślą o matce Krzysi, którą ochrzciłam Jadwigą. A dlaczego akurat oni? Jak podaje Kronika...:
„Z Mazowsza przybyli na Podole Szydłowscy, których od drugiej połowy XVI wieku znajdujemy posesyonatami na Rusi. I tak w 1599 roku, Wojciech Szydłowski jest pisarzem grodzkim latyczowskim [...]“
Pasuje więc i czas, i miejsce. Wojciecha zidentyfikowałam zatem jako ojca Jadwigi, a dziadka Krzysi od strony matki. Oczywiście Szydłowscy nie mieli w rzeczywistości córki (a przynajmniej w Kronice... nie ma o takowej informacji), posiadali jedynie syna, Andrzeja, który sam w sobie jest ciekawą postacią:
Nie zmienia to faktu, że córkę zawsze można dopisać, a ja znalazłam właśnie autentyczną rodzinę szlachecką, którą będę mogła wpisać w swoje fanfikowe uniwersum :33 how cool is that!
Canon vs Fanon - Polska Edycja!
Pretty much the Polish version of: https://shakespork.tumblr.com/post/161711542558/canon-they-died-fanfic-fuck-you
.
CANON: Ta postać zginęła.
FANDOM: Spierdalaj.
.
CANON: Te postacie nigdy się nie spotkały.
FANDOM: Oj, nie byłbym taki pewien!
.
CANON: Te postacie znały się tylko z widzenia.
FANDOM: Do czasu!
.
CANON: Wszystkie te postacie są heteroseksualne.
FANDOM: BUAHAHAHA!
.
CANON: Te postacie były zaprzysiężonymi wrogami.
FANDOM: Co nie przeszkodziło im stworzyć udanego związku i adoptować kilkorga dzieci.
.
CANON: Te postacie prowadzą kawiarnię.
FANDOM: A po godzinach dorabiają jako skrytobójcy!
.
CANON: Te postacie to wykwalifikowani skrytobójcy.
FANDOM: Ale ich prawdziwą pasją jest parzenie kawy!
.
CANON: Te postacie wynajęły razem mieszkanie.
FANDOM: Oj, będzie się działo!
.
CANON: O, jaki słodziak! Zrujnujmy mu życie!
FANDOM: O, jaki słodziak! Zrujnujmy mu życie!
.
Dear frens, w ramach pracy magisterskiej przeprowadzam badanie kreatywności twórców swoich opowiadań i/lub fanfiction. Jeśli piszecie i chcecie wziąć udział, to będzie mi bardzo miło (jak znacie kogoś, kto chciałby wypełnić kwestionariusze, można śmiało podesłać link do badania).
Oto i badanie -> https://docs.google.com/forms/d/e/1FAIpQLSc5X1FH96T8qcg-YOMTQorECfEWfsPO7jq2ItxLUixHZJbiLA/viewform
Jeden z moich najulubieńszych fików i własnej roboty gofry. To jest życie ❤️😁
An Archive of Our Own, a project of the Organization for Transformative Works
Relationship: Aziraphale/Crowley (Good Omens)
Characters: Aziraphale (Good Omens), Crowley (Good Omens), God (Good Omens), Gabriel (wspomniany), Agnes Nutter (wspomniana), inne kanoniczne postaci (wspomniane)
Additional Tags: brakująca scena, pierwszy pocałunek, i żyli długo i szczęśliwie, ontologiczne rozważania w kanonicznym stylu, teologia w kanonicznym stylu, Azirafal lubi jeść i książki, Crowley lubi technologie i Azirafala, Niebo jako korporacyjne piekło, Piekło jako skorumpowany urząd raju podatkowego
Byty ponadzmysłowe – a takimi zazwyczaj są anioły i demony, chyba że z jakiegoś powodu zdecydują się postarać i przybrać postać w pełni cielesną – zostały przez ogólnie pojętą popkulturę więcej niż tylko wykorzystane jako archetyp do granicy kiczu. Nie, one zostały przez ten kicz wyciśnięte do ostatniej kropelki, wyzute z patosu jak odświętny obrus, który któregoś dnia zsunął się na podłogę i zanim zdążył się zorientować, co go czeka, został kolekcją brudnoszarych szmat. Motyw przerobiony jeden raz, drugi, trzeci, w nieskończoność przeciskany przez kolejne sita kultury na tyle, że z zastępów przeraźliwych armii (którymi były), w oczach większości społeczeństwa ostały się dwa obrazki: tłuściutkiego bezpłciowego dziecięcia ze skrzydełkami i blond loczkami oraz przeseksualizowanej demonicy ze szminką równie czerwoną jak jej kreskówkowe rogi.
*
Czyli: rzeczy, o których śniło się filozofom.
Pisać czy nie pisać? – oto jest pytanie! O fanfikach krótkie sprawozdanie!
Powiem wam szczerze, że kiedyś nie lubiłam fanfików. Nie, nie dlatego że wielu młodych autorów (i nie tylko młodych!) pisze niegramatycznie i niestylistycznie. W końcu, gdy ktoś dobrze poszuka, znajdzie w tym morzu różności kilka zacnych perełek.
Nie, chodziło o coś zupełnie innego. Kiedyś uważałam, że pisanie fanfiction to dla osoby aspirującej do bycia pisarzem krok w tył. Jaki pożytek możesz mieć z bawienia się cudzymi bohaterami? Po co pisać historie, których i tak nie możesz wydać? Co to za sztuka napisać coś, gdy nie musisz nawet wymyślać własnych postaci, tworzyć im osobowości, zainteresować nimi czytelników, i tak dalej, i tak dalej?
„To dobre dla dzieci” – myślałam.
Ostatnie dwa laty wiele mnie nauczyły. Pokochałam fanfiction – momentami nawet aż za bardzo (ograniczanie się do fanfików po pewnym czasie rzeczywiście może zaszkodzić autorowi, ale o tym potem). Zrozumiałam, że operowanie bohaterami ulubionych serii (książkowych, filmowych, anime) może przynieść autorowi wiele korzyści.
Po pierwsze – co jest dosyć oczywiste – łatwo o znalezienie czytelników. Zazwyczaj, gdy publikujesz coś własnego, ale tak w stu procentach własnego, prędzej czy później musisz bawić się w akwizytora. Ludzie nie wiedzą, kim jesteś. Twoje nazwisko nic dla nich nie znaczy. Stanowisz zaledwie kroplę w morzu debiutujących autorów. Możliwe, że będziesz jak J. K. Rowling i na swojej pierwszej książce zarobisz masę kasy. Ale NAWET gdyby miało tak być, wcześniej musisz przejść przez wiele trudnych etapów. Proces wydawniczy, korekta, redakcja, sracja, okładka, reklama… Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. A przecież człowiek jest tylko człowiekiem i ma swoje wątpliwości.
„Czy ja naprawdę powinienem się w to pchać?”
„Czy ja w ogóle umiem pisać?”
Kto odpowie na te wszystkie pytania? Ano właśnie – czasami może to zrobić fanfiction.
Nie musisz martwić się szukaniem odbiorców – oni już tam są, chętni do przeczytania opowieści z udziałem ulubionych bohaterów. Nie musisz budować uniwersum, ani tworzyć własnych postaci – ale o tym już mówiłam. Co ważnego z tego wynika?
To, że ludzie, do których skierowane są twoje fanfiki, oceniają cię przede wszystkim za styl i sposób prowadzenia narracji. Innymi słowy – za cały warsztat rzemieślniczy (gorąco polecam felieton Feliksa Kresa o „artystach i rzemieślnikach”). A to jest dla pisarza rzecz diabelnie ważna. A poza tym, tworzenie opowieści, której nie zamierzamy formalnie publikować… otwiera możliwość eksperymentowania.
Fanfiki nie zapewnią ci nieśmiertelności. Nie wydasz ich. Jest niemal pewne, że kiedy „szał” na daną serię minie, ludzie o nich zapomną. ALE póki są, możesz się nimi bawić. Wykorzystać do osobistego treningu. Nawet jeśli nie piszesz idealnie i popełniasz masę błędów, trenuj na fanfikach! Bo niby na czym innym miałbyś trenować – na wypracowaniach w szkole? Okej, zgoda, wypracowania też czegoś tam uczą, ale… chyba rozumiecie, o co mi chodzi?
W fanfikach możesz sobie na wiele pozwolić. Między innymi na wrzucenie do dialogów wulgarnego języka, co na typowej lekcji polskiego byłoby całkowicie niedopuszczalne. A tak w ramach dygresji – sądzę, że chowanie nieocenzurowanych tekstów przed młodzieżą trochę mija się z celem. W naszych czasach co poniektórzy gimnazjaliści (a nawet uczniowie podstawówek) klną gorzej niż dorośli. A i do pornoli łatwo zdobędą dostęp – nawet nie muszą się specjalnie starać, serio. Zresztą, zwykle czynią to często, bo wszystko, czego zabraniają dorośli jest wielce podniecające i atrakcyjne, a łamanie zakazów dodatkowo zwiększa szanse na zyskanie poklasku kolegów. Już lepiej otwarcie z nimi o tym wszystkim (seksie, bluzgach) otwarcie porozmawiajmy, zamiast kusić zakazanym owocem. A nuż się czegoś nauczą? Ale mniejsza o to. Wróćmy do pisania.
Każdy autor ma prawo napisać fanfika w stylu wulgarnym, niewulgarnym, słodkim, arcysłodkim, gorzkim, poprawnym, niepoprawnym, fluffowym, angstowym i generalnie dowolnym możliwym*. Bo co? Ktoś mu zabroni? Co najwyżej zmieszają go z błotem! Ale to, w zasadzie, też ma swoje plusy, gdyż można wypróbować różne sposoby radzenia sobie z hejterami, jeszcze PRZED opublikowaniem autorskiej powieści. Osoby nam nieprzychylne zawsze były i zawsze będą – nie urodził się jeszcze pisarz, malarz czy muzyk, który tworzyłby dzieła zadowalające WSZYSTKICH. Ktoś ma święte prawo do skrytykowania cię… ale ty nie masz ustawowego obowiązku udzielenia odpowiedzi. Możesz odpowiadać, nie odpowiadać, wzruszyć ramionami, ziewnąć, zapłakać albo puścić bąka. Możesz zrobić, co chcesz. Kiedyś odnajdziesz idealną reakcję – a do tego czasu nie zniechęcaj się do fanfików!
To jedna sprawa. Natomiast druga jest związana ze zwykłą, surową radością tworzenia. Czasami, gdy w grę wchodzą pieniądze i wydawnictwa, autor zaczyna odczuwać solidne pokłady presji. Nie mówię, że w fanfikach nigdy tego nie ma (kto nigdy nie zaznał blokady twórczej, niechaj pierwszy rzuci klawiaturą!), ale umówmy się – fanfiki piszemy PRZEDE WSZYSTKIM dla frajdy. Dla siebie. Dla fanów (jeśli ich mamy). Dlatego możemy wyluzować, nie martwiąc się - że tak powiem – „konsekwencjami dalszymi”.
Oczywiście jest też „ciemna strona” – a nawet więcej niż jedna. Dla mnie największym zagrożeniem ze strony fanfików były momenty, w których tak bardzo tonęłam w fandomie, że budziłam się w środku nocy i uświadamiałam sobie, że wcale NIE chcę tworzyć własnych postaci i pisać własnych książek… No bo przecież JAK moje własne wymysły mogłyby dorównać ulubionym bohaterom z YOI, Haikyuu albo czegokolwiek innego?
Przez pewien czas tak miałam. Na szczęście mi przeszło.
Aczkolwiek kogoś innego ten problem może w ogóle nie dotyczyć. Moim zdaniem nie ma „dobrych” i „złych” powodów, dla których piszemy fanfiki. Ktoś może publikować w internecie z nudów, dla zabawy, albo i dla „fejmu”, a i tak ma szansę stworzyć coś niesamowitego. Jak powiedział kiedyś Feliks Kres – powód się nie liczy.
A zatem, moje zdanie jest takie – piszmy! Piszmy te fanfiki i bawmy się! Tu dostaniemy po nosie, tam czegoś się nauczymy, czasami będziemy płakać, ale też okazjonalnie odtańczymy taniec radości, bo „komuś to się spodobało i zostawił nam takiego zarąbistego komenta!”
Typowa fangirl
Grace: Tym razem mi się uda napisać test na 100%. Wreszcie będę najlepsza i wszyscy będą mi zazdrościć.
Prawdziwa Grace: I tak ci się nie uda. Leć czytać fanfiki.
Grace: A-...ale...
Prawdziwa Grace: CZYTAJ TE CHOLERNE FANFIKI.