Chyba jesteśmy, my ludzie zaprogramowani w jakiś niesamowicie skuteczny sposób, że bogowie są dla nas tak ważni. Nie istotne, czy jest to jeden bóg, który nie cierpi konkurencji, czy gabinet politeistyczny, czy w końcu animistyczne idee ożywiające przedmioty i wlewające w postacie zwierząt nieśmiertelna duszę. Słowianie, nasi przodkowie też mieli swój panteon, który przeszedł ewolucję i okrzepł jak większość w postaci zbioru figur odpowiedzialnych za różne sfery ludzkiej działalności.
Najważniejszym bogiem był Perun. Bóg miotający pioruny. Przodownik boskiego grona. Jemu należała się największą chwała.
Weles – rządził światem zmarłych. Choć wielu hodowców rogacizny widziało w nim wciąż swego patrona.
Swaróg – słońce nasza gwiazda dzienna była jego patronką. W ognistym rydwanie patrolował każdego dnia niebo.
Czarnobóg i Białobóg – na zasadzie przeciwieństwa zestawiono te dwie postaci. A może była to tylko pomyłka nieuważnego obserwatora, który rzecz opisał i tak już zostało.
Rodzanice – każda matka nowo narodzonego dziecięcia modliła się do nich, by nić żywota zawiązały mocną i pilnowały jej daleko trzymając nożyce jednej z wieszczek.
Rod – był naczelnikiem poprzednio opisanych boginek. Był też sprawcą ludzkiego losu. Wierzono, że co Rod zaplanuje, to się ziści.
Mokosz – Matka-Ziemia. Personifikacja płodnej natury Ziemi, która daje ludziom schronienie i pożywienie.
Marzanna – śmiertka lub Pani Zima. Symbolizowała zimowy zastój w przyrodzie. Była też synonimem śmierci.
Jarowit/Jaryło – narzeczony wiosny. Przyjeżdżał do niej na białym złotogrzywym koniu i zabierał ją na zaślubiny. Dzięki tej parze przyroda wydawała plony. Miał też smykałkę do wojaczki. Porywczy młodzieniec na narowistym rumaku zawojował niejedno niewieście serce.
Świętowit – bożek z wieloma twarzami. Jego figurę i sanktuarium odnaleziono w ośrodku kultu położonym nad brzegiem Bałtyku.
Chors – patronował mu młody Księżyc. Jego domena zatem była noc, a kochanką Lunula. Księżycowa piękność. Chors był popularnym bogiem Rusinów. Poważanym i cenionym.
"[...] Trzeba pójść i zniżyć się pod strzechę wieśniaka w różnych odległych stronach, trzeba śpieszyć na jego uczty, zabawy i różne przygody. Tam, w dymie wznoszącym się nad głowami, snują się jeszcze stare obrzędy, nucą się dawne śpiewy i wśród pląsów prostoty odzywają się imiona bogów zapomnianych. W tym gorzkim zmroku dostrzec można świecące im trzy księżyce, trzy zorze dziewicze, siedem gwiazd wozowych.[...]"
"[...] Uważają oni, że jeden tylko bóg, twórca błyskawicy, jest panem całego świata, i składają mu w ofierze woły i wszystkie inne zwierzęta ofiarne. O przeznaczeniu nic nie wiedzą ani nie przyznają mu żadnej roli w życiu ludzkim, lecz kiedy śmierć zajrzy im w oczy, czy to w chorobie czy na wojnie, ślubują wówczas, że jeśli jej unikną, złożą bogu natychmiast ofiarę w zamian za ocalone życie, a uniknąwszy składają ją, jak przyobiecali [...]"
A time of balance and abundance, On this day of the autumnal equinox, we welcome you. Your energy means harvest and fertility, The yielding time is drawing near in your power.
Mother Earth, Your grace surrounds our harvests, Your blessing in every fruit. We ask You for further plentiful crops and generosity, For harmony in Your affluent grace.
Rod, we honor your power, Your light illuminates our hearts. Thank you for your care and myriad, May Your power bring us peace.
Rožanice are usually interpreted as genii familiares, beings closely related to the household, family succession and child-birth. From other texts we also know that the term rožanice was used in Old Church Slavonic translations of Greek texts as the equivalent of the Greek concepts of tuchē and horoscopic genealogies. They were closely related to the progression and predestination of human life.
- Slavic Anthropogony Myths. Body and Corporeality in the Slavic Narratives about the Creation of Man by Jiří Dynda
Pięć lat po premierze Motylka Puzyńska powraca z dziesiątą już częścią cyklu o Lipowie – taki jubileusz nie tylko skłania do podsumowań, ale też pozwala sprawdzić, jak seria zniosła próbę czasu. Odpowiedź dla niecierpliwych: „jest dobrze, ale bywało lepiej”. Pozostałych czytelników zapraszam do lektury poniższego tekstu.
Katarzyna Puzyńska od początku konsekwentnie budowała sagę o Lipowie, udoskonalając poszczególne składowe swoich opowieści, a jednocześnie pozostając wierną wyjściowym założeniom sagi i zachowując specyficzny klimat serii. Dzięki takim zabiegom z tomu na tom czytelnicy otrzymywali coraz lepsze i bardziej dopracowane powieści, cały czas realizujące precyzyjnie nakreślony plan. Wspólnym mianownikiem wszystkich części cyklu o policjantach z Lipowa pozostawały umiejętne przeplatanie motywów obyczajowych z kryminalnymi oraz przemyślane wprowadzanie wątków pobocznych. Chociaż Rodzanice składają się z podobnych elementów co poprzednie części, to jednak czegoś w tej książce zabrakło. Kolejny raz po Czarnych narcyzach i Norze najnowsza odsłona cyklu nie jest równocześnie najlepszą, chociaż Katarzyna Puzyńska zadbała o to, żebyśmy się nie nudzili podczas lektury.
W Lipowie jak zwykle nie dzieje się dobrze – chociaż od śledztwa w sprawie zabójstwa w Cichym Lasku minęło półtora roku, bohaterowie nadal zmagają się z konsekwencjami tamtych wydarzeń, a sytuacja całej wsi zdecydowanie odbiega od normalności. Zbliża się od dawna zapowiadane astronomiczne wydarzenie – krwawy superksiężyc, a pozorny spokój kolejny raz zostaje zburzony za sprawą listów, w których adresat grozi śmiercią wszystkim mieszkańcom, oraz plotek o grasującym wilkołaku. Sytuacja staje się jeszcze bardziej napięta, gdy w krótkim odstępie czasu zostaje znalezione okaleczone ciało młodej dziewczyny, a zaangażowana w sprawy okolicy dziennikarka umiera. Na domiar złego emerytowana policjantka Klementyna Kopp znika bez wieści. To początek całego łańcucha zdarzeń, które zmienią życie mieszkańców i sprawią, że nic już nie będzie takie jak wcześniej. Czy kluczem do rozwikłania tajemnicy będą Rodzanice – niewielka osada niedaleko Lipowa?
W Rodzanicach powracamy do znanych z poprzednich powieści miejsc i bohaterów, pojawiają się też niektóre dawno niewidziane postacie. Tradycyjnie najnowszą odsłonę cyklu można czytać bez znajomości wcześniejszych wydarzeń, ale rosnąca z tomu na tom liczba nawiązań do przeszłości bohaterów sprawia, że czytelnik łatwiej się w tym wszystkim odnajdzie, jeśli będzie poznawał poszczególne części zgodnie z kolejnością ich wydania. W Rodzanicach, inaczej niż w poprzednich częściach, wątek kryminalny nie jest najważniejszym składnikiem opowieści, tym razem (oprócz zwyczajowego kontynuowania perypetii trójkąta Podgórski–Nowakowska–Strzałkowska) główny temat stanowią rodzinne historie mieszkańców Lipowa oraz retrospekcje dotyczące wydarzeń rozgrywających się pomiędzy dziewiątą i dziesiątą częścią sagi. Mimo początkowego wrażenia, że w tej historii nic do siebie nie pasuje, poszczególne wątki finalnie tworzą w miarę spójną opowieść z obowiązkowym cliffhangerem, będącym zapowiedzią kolejnej części cyklu. Gdyby potraktować całość jako serial, to Rodzanice byłyby odpowiednikiem śródsezonowego łącznika, w którym ważniejsze od fabuły jest uzupełnienie informacji o bohaterach i przygotowanie gruntu pod kolejne wydarzenia. Nie oznacza to, że uważam najnowszą odsłonę sagi o policjantach z Lipowa za nieudaną, po prostu w mojej opinii warto podkreślić jej odmienność w stosunku do poprzednich części, zwłaszcza że nie wszystko tym razem zagrało tak, jak powinno.
Może to kwestia wyczerpania pewnej formuły albo mojego przesytu tego typu literaturą, ale tym razem czegoś zabrakło, żebym z pełnym przekonaniem mógł uznać Rodzanice za całkowicie udane dzieło. Najmocniejszym punktem dotychczasowych książek Puzyńskiej było umiejętne łączenie warstwy kryminalnej z wątkami obyczajowymi i urozmaicanie fabuł tematami pobocznymi. W najbardziej udanych odsłonach cyklu wszystkie te elementy znajdowały się w równowadze – śledztwa wciągały i potrafiły zaskoczyć rozwiązaniami fabularnymi, dylematy bohaterów angażowały czytelnika, a wątki poboczne wzbogacały opowieść, zamiast ją sztucznie wydłużać. Niestety najnowsza część sagi o policjantach z Lipowa po trosze straciła w każdym z tych aspektów. Wątek kryminalny jest w dużej mierze powtórką z poprzednich części, czemu trudno się dziwić, biorąc pod uwagę specyfikę całego cyklu. Życie osobiste bohaterów stało się wiodącym tematem powieści, a sprawdzało się lepiej, kiedy było tylko dodatkiem. Poza tym historia z wilkołakiem, superksiężycem i rodzanicami (postaciami z mitologii słowiańskiej) mogła być ciekawym uzupełnieniem opowieści, ale funkcjonuje gdzieś w tle i nie ma szansy się rozwinąć. Żaden z tych aspektów sam w sobie nie odbiera przyjemności z lektury, jednak w połączeniu sprawiają one, że całość sporo traci.
W przypadku Rodzanic będących dziesiątą częścią cyklu trudno było spodziewać się zaskoczeń, chociaż Nora pokazała, że da się z tej stylistyki jeszcze całkiem sporo wycisnąć. Czas pokaże, czy dziewiąta część była jednorazową zwyżką formy, czy też cykl o Lipowie odzyska blask, do jakiego wcześniej nas przyzwyczaił. Dla fanów to pozycja obowiązkowa, chociażby dlatego, że będą mogli się dowiedzieć, co stanie się z ich ulubionymi bohaterami. Poza tym mimo wspomnianych braków Rodzanice to nadal solidne czytadło, a moje niezadowolenie wynika z tego, że wcześniej bywało lepiej. Na pewno powrócę do Lipowa i mam nadzieję, że jeszcze nie raz dam się zaskoczyć kolejnym opowiadanym przez Puzyńską historiom.
Rodzanice / Narecznice / Rojenice / Sudice / Sudičky / Suđaje are the “Fates” from the Slavic mythology, often depicted as three sisters. They share many similarities with the Greek myth of the Moirai.
Rodzanice were caring for the pregnant women, protecting them from the evil forces, and appearing at the newborns’ cradles to designate their fate. They were approaching the household at the midnight, 3 days after the child’s birth, and as the visit was meant to designate the child’s destiny, the household was carefully tidied up and prepared to welcome the sisters of Fate. A feast was thrown, food was given generously to every guest who appeared at that night and the child was dressed in white linen clothes, symbolizing purity. Rodzanice were also appearing at every important event of the human life, such as the first haircut (when the child’s cut hair was offered to them) or the wedding, when they were also given offerings to ensure the continuity of the good fortune. Similar to the Moirai, one of them was believed to cut the 'life-thread' when the human’s fate was going to end.
After the process of Christinization they were replaced by the notion of the caring/protecting/observing angels.