W tym roku Magda, zapytała mnie czy smażę pączki i czy wegańskie też. Stwierdziłam, że i owszem wypadałoby a jeśli na wegańskie znajdą się chętni, to w ogóle świetnie! W poszukiwaniu właściwego przepisu zwiedziłam sporo wegańskich blogów i żaden mnie nie usatysfakcjonował.
Przeprowadziłam próby kilku z nich i dałam za wygraną. Zależało mi bowiem na pączku, który będzie mięciutki, puszysty i z jasną obwódką, bowiem weganom również się ona należy. :)
Stanęło więc na tym, że recepturę stworzyłam sama i polecam ją wszystkim, którzy będąc wegan mają jednak ochotę na coś tradycyjnie polskiego. ;) Wegańskie pączki wymagają nieco więcej drożdży niż klasyczne, do których w zupełności wystarczy 20-25g. Zamiast jajek początkowo użyłam mielony len, ale mam wrażenie, że pełna białka woda po ciecierzycy sprawdza się w tym przepisie znacznie lepiej.
No i pamiętajcie o złotych zasadach wyrabiania i smażenia pączków.
– Ciasto powinno być bardzo dobrze wyrobione, dosyć luźne, ale niezbyt mocno klejące. Mikserem zajmie to około 5-10 minut, ręcznie około pół godziny. – Dajcie ciastu dobrze odpocząć, niech podwoi swoją objętość.
– Pączki formujcie lekko nasmarowanymi olejem dłońmi; dodatkowe podsypywanie ich mąką będzie skutkowało mniej puszystym ciastkiem. Uformowanym pączkom pozwólcie podrosnąć przed smażeniem jeszcze przynajmniej pół godziny.
– Jeśli czujecie się na siłach nadziewajcie je przed smażeniem, ale tylko pod warunkiem, że Wasza konfitura jest bardzo gęsta. Szybciej i pewniej jest nadziać jeszcze ciepłe po smażeniu pączki, np. dużą strzykawką.
– Olej do smażenia pączków powinien mieć temperaturę 175-180 stopni. Nie masz termometru cukierniczego? Wrzucaj co jakiś czas mały kawałek ciasta lub wkładać koniuszek rączki drewnianej łyżki – jeśli ciasto zaczyna się natychmiast smażyć a wokół łyżki pojawiają się małe ruchliwe bąbelki – można smażyć. Jeśli olej się dymi to znaczy, że się pali.
– Pączki wrzucajcie wyrośniętą górką do dołu, wtedy dół będzie miał czas podrosnąć i utworzy się jaśniejsza obwódka. Smażcie je od minuty do trzech z każdej strony, na złotobrązowo.
– Po usmażeniu pozwólcie im odpocząć na papierowym ręczniku, który wsiąknie nadmiar tłuszczu.
– Lukrujcie jeszcze ciepłe a cukrem pudrem posypujcie po wystygnięciu.
Powodzenia!
Pączki wegańskie - około 20 sztuk
450g mąki pszennej
50-g mąki kukurydzianej
40g drożdży
łyżka cukru pudru + 1 łyżeczka
1 do 1 i 1/2 szklanki mleka migdałowego
2 łyżki aquafaba, czyli wody po cieciorce z puszki lub po jej gotowaniu
nasionka z połowy laski wanilii
1/3 łyżeczki soli
2 łyżki oleju kokosowego
kieliszek spirytusu lub ewentualnie octu
Planta lub olej kujawski do smażenia – najlepiej od razu litr
Ulubione konfitury lub powidła do nadziania
Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.
Z drożdży, łyżeczki cukru, łyżeczki mąki i kilku łyżek letniego mleka migdałowego zrobić rozczyn; wymieszać i odstawić w ciepłe miejsce na około 10 minut.
Resztę mleka migdałowego wymieszać z aquafabą, ziarenkami wanilii i olejem kokosowym.
Obie mąki, sól, cukier umieścić w misie miksera i cały czas miksując powoli dodawać podrośnięty rozczyn i resztę mleka migdałowego. Jeśli będzie zbyt luźne dosypać nieco mąki.
Wyrabiając ciasto dodać spirytus i wyrabiać dalej do momentu aż będzie błyszczące.
Pozostawić do wyrośnięcia na około godzinę.
Po tym czasie urywać z ciasta kulki wielkości małej mandarynki i formować pączki. Podrośnięte minimum pół godziny pączki smażyć w gorącym oleju na złotobrązowo. Lekko ciepłe nadziewać konfiturami i smarować ulubionym lukrem (u mnie lekko cytrynowy). Najlepsze świeże!